forum medyczne

Forum medyczne. Porady medyczne. Forum psychologiczne. Lekarze.

Forum poświęcone chorobom, zdrowiu intymnemu, psychicznemu, nerwicom.



sklep medyczny




Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 3 ] 
Autor Wiadomość
Post: 2011-08-24, 07:47 
Offline
Użytkownicy

Rejestracja: 2011-08-24, 07:29
Posty: 24
mam 19 lat, jestem studentką
Wszyscy widzą we mnie miła pozytywną radosną osobę, chcą ze mną spędzać czas, potrafię poprawiać humor, wielu znajomym pomagam w różnym stopniu, mam różnych znajomych i ze stwierdzoną depresją i z chwilowymi załamaniami i z nie ciekawą przeszłością i osoby które kiedyś przeżywały poważne problemy psychiczne, są też nieszczęśliwe miłości i osoby z patologicznych rodzin.
Nigdy nie odmawiam pomocy, nawet jeżeli człowieka mało znam i tak potrafię pomóc mu odnaleźć pozytywy życia czy przez prostą rozmowę chociaż na chwile sprawić że autentycznie czuje się lepiej. Mam w sobie dużo pozytywnej energii którą bez konsekwencji rozdaję, mam też cierpliwość i dużo satysfakcji z tego co robię.
Siedzi jednak we mnie ta mroczna strona.
Sądzę że od bardzo bardzo dawna bo przynajmniej od 5lat cierpię na depresję.
Wszystko na to wskazuje, kiedyś zdarzało mi się robić proste teściki w a wyniki informowały mnie że mam jak najszybciej zgłosić się do specjalisty. Dwa razy przeżyłam stan lękowy, to było straszne.
Jestem bardzo spokojnym człowiekiem, bardzo ciężko jest mnie zdenerwować czy wyprowadzić z równowagi, kiedyś myślałam nad śmiercią jednak planuję umrzeć śmiercią naturalną, nie mam zamiaru jej pomagać. mimo wszystko pod silnymi emocjami dwa razy tak poważniej zdażyło mi się pocharatać, raz miałam paskudne ślady na całym ręku które zeszły po 5 dniach, udało mi się je ukryć i szczerze mówiąc sama się przestraszyłam, drugi raz w przez 40 minut jazdy autobusem pocharatałam się na nadgarstku tak że zdarłam naskórek na powierzchni 2cm na 3cm, nosiłam mały opatrunek mamie coś zmyśliłam ale znowu sama przestraszyłam się tego co zrobiłam.
Kocham życie kocham moją rodzinę i nowych przyjaciół nic sobie nie zrobię jednak przeraża mnie ta pustka w której co jakiś czas ląduje...
Jestem wyrozumiałym człowiekiem potrafię wiele przeżyć już teraz nie krzywdzę siebie jednak nadal ludzie krzywdzą mnie.
Od roku mieszakm w warszawie, przykre jest to że najpierw przed maturą dopadł mnie wielki kryzys i gdyby nie dwie osoby to byłoby ze mną na prawdę źle, wtedy pierwszy raz głośno prosiłam o pomoc i tą pomoc otrzymałam po części.
Właśnie, zawsze potrafiłam sobie sama pomóc, to było proste, " teraz nie mogę się dołować bo przecież ... ktoś ma kryzys... muszę pomóc... jest impreza... ktoś inny potrzebuje pomocy... nie mam czasu.... ja?! mam dola??? NIEE.... "
potrafiłam jakoś to odsunąć, przepchnąć na dalszy plan, wystarczyło że byłam z przyjaciółmi, przyklejałam uśmiech i było dobrze, po godzinie już na prawdę było dobrze i na prawdę byłam szczęśliwa. to nie jest trudne, zawsze przyjmowałam maskę i pancerz, a jak wiadomo te rekwizyty mają duże skłonności do wrastania w ciało. zawsze musiałam stwarzać pozory twardego silnego człowieka, bo kto mi pomoże? nikt wszystko sama musiałam robić. jak się później okazało, miałam rację.
Wystarczył wyjazd do stolicy i zimowe miesiące spędzone w obcym mieście w samotni psychicznej, bo moi najlepsi przyjaciele uznali że mam fantastyczne życie i sobie poradzę. Potem inne paranoje 3 rozłamy które bardzo przeżyłam do tego nowi ludzie którym bardzo w tej chwili jestem wdzięczna bo oni pokazali mi czym jest prawdziwa przyjaźń i prawdziwe wsparcie. Są bezinteresowni cieszą się moją obecnością, raz oni mnie wysłuchają raz ja ich jest tak po prostu. i to właśnie jest piękne.
z dawnych przyjaźni ostało się kilka osób, pewne znajomości się wzmocniły i mam do czego wracać.
Moja rodzina = kocham ich nad życie, tęsknię każdego dnia i cieszą mnie nawet krótkie wizyty w domu, one dają mi nowe siły do walki z rzeczywistością.
Jednak każda rodzina ma swoje wady.
Moja mama cierpi na niedoczynność tarczycy przez co depresja i czasem dziwne paranoje do tego jej przeszłość z toksycznymi siostrami i różne przejścia w pracy, dodatkowo przewinienia mojego starszego brata...
to wszystko w formie terroru emocjonalnego lądowało na mnie, wszystkiego przez wiele wiele lat musiałam słuchać.
nie mam do niej pretensji, jest dobrą kochaną mamusią, nie było nikogo innego, nie miała do kogo mówić a ja jedyna ją rozumiałam, tata pracoholik = nie było sensu go obciążać, dobry człowiek żyje w swoim świecie. też nie mam do niego pretensji. tak już bywa.
przez ciągłe rozmowy z mamą jestem nad poziom dojrzała.
obecnie rozumiem co przez cały czas przeżywa.
od miesiąca może trochę ponad wiem że jestem chora na niedoczynność tarczycy.
boję się brać leki bo ostatnio prawdopodobnie wywołały u mnie efekty uboczne, bardzo przykre zresztą. nie jestem pewna czy to aby na pewno one, ale boję się.
sądzę że od około roku jestem chora, niby wyniki nie są złe i zmian rakowych nie ma, ale objawy są straszne.
ciągle jestem senna zmęczona nie mam siły na nic płytki oddech szybko się męczę zaczęły wypadać mi włosy do tego tyję z powietrza, pogorszenie pamięci problemy z podejmowaniem decyzji. depresja, chwilami boję się wyjść do ludzi, podpuchnięte oczy, gdy ktoś mnie zdenerwuje wszystkie objawy się nasilają....
teraz możecie jeszcze połączyć zdarzenia
wyjazd - odczucie negatywne
rozłamy w przyjaźniach - negatywne
nie świadome problemy z tarczycą - osłabienie psychiki.
nowe miejsca i ludzie - stres,
nowe zadania - stres
dziwię się że jeszcze daję sobie radę i że w ogóle sobie poradziłam bez psychotropów.....

na chwilę obecną na co dzień jest dobrze, zmęczenie osłabienie itd jakoś sobie radzę mobilizuję się w sobie i ruszam do przodu, żyję z dnia na dzień chwilami jest ciężko ale pocieszam się wizją spotkania z ludźmi których lubię, ewentualnie staram się o tym nie myśleć i po prostu wykonuję standardowe czynności.
mimo wszystko boję się obciążać znajomych moimi problemami, czasem myślę że znamy się zbyt krótko a ja najzwyczajniej nie mam sumienia. czasem coś powiem a czasem najzwyczajniej w świecie się przytulę i nikt nie zadaję pytań po prostu bardzo mocno mnie ściska. to jest dobre.


obecnie jest godzina 6:14 rano. kolejna noc nie przespana. czemu? bo w dnień spałam i zmuszałam się do spania bo bałam się wyjść i bałam się że właścicielka mieszkania przyjdzie. to był strach... wolę noce wtedy czuję się bezpieczniej. w dzień jest zbyt dużo oczu. a ja nie jestem człowiekiem niezauważalnym.

od kilku dni właścicielka nas nachodzi , z racji tego że mieszka obok cały czas ją słyszę, cały czas się pałęta, cały czas coś, teraz bez sens każe nam sprzątać. - tak mam bałagan ale mam zbyt mało szafek i zbyt mały pokój, i dużo rzeczy poza tym jestem bałaganiażem, ale pokoju nie niszczę... a ona jęczy i nie potrafi zrozumieć że pracuję... nachodzi nas bez sensu i sprawia problemy i bardzo mnie ostatnio zdenerwowała, aż się cała trzęsłam a potem...
całą niedzielę poniedziałek wtorek przesiedziałam w domu... siedząc w nocy z laptopem na kolanach i w dzień spiąc wychodząc późnym wieczorem do sklepu po cokolwiek do jedzenia.... bojąc się że baba przyjdzie. dopiero wczoraj wieczorem moja współokatorka wróciła do mieszkania i poszłyśmy na nocny spacer. to było na prawdę miłe, a swoją drogą przestraszyła się bo byłam strasznie blada. :)
dziś będzie rozmawiać z właścicielką, jeżeli nic się nie zmieni to przeprowadzamy się.. będzie dobrze.

to krótka historia mojego życia i mojej depresji,
czemu napisałam?
bo przestraszyłam się tego że z taką łatwością potrafię 3 dni i noce bez słowa spędzić zamknięta w czterech ścianach wychodząc tylko nocami po jedzenie jak drapieżca. przeraża mnie mój strach i to że chwilami nie mogę się zmusić do chociażby wstania z łóżka i przebrania się. przeraża mnie to nie pierwszy raz w zamknięciu a 3 dni nie są moim rekordem. boję się że to będzie się powtarzać...


Na górę
 Wyświetl profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł:
Post: 2011-08-24, 08:41 
Offline
Ekspert
Ekspert
Awatar użytkownika

Rejestracja: 2011-02-03, 23:22
Posty: 3858
Witam garazel :-)
Wiesz zycie z reguly nie jest latwe..a jak juz nastepuja w nim tak ogromne zmiany,jak teraz w Twoim to nie ma mozliwosci zeby sie czlowiek nie stresowal! To co opisujesz,te dolki,zamykanie sie,odgradzanie od ludzi,lek...moze byc wlasnie wynikiem tych zmian! Widocznie nie potrafisz odpowiadnio odreagowac tego stresu wiec sie zamykasz!
Poza tym widze ze jestes bardzo samodzielana i ambitna osoba...z tad przekonanie ze ze wszystkim powinnas poradzic sobie sama. Jednak jestes tylko czlowiekiem i jak kazdy czasami sama potrzebujesz wsparcia. Wiec nie boj sie prosic o pomoc,nic na tym nie stracisz a zyskasz wparcie! Pamietaj tez ze nie musisz wszystkich lubic i wspierac! To bardzo fajne ze dzielisz sie swoja pozytywna energia ale zostaw tez troche dla siebie...czasami trzeba tez byc takim zdrowym egoista i pomyslec tylko o sobie!
Wiesz, mysle ze to co sie z Toba dzieje to nie jest jeszcze depresja...tak pewnie odreagowujesz trudnosci z ktorymi nie potrafisz sobie poradzic! Jezeli cie to przeraza to poszukaj jakiegos psychologa,z jego pomoca mozesz zrozumiec i wyprostowac wiele spraw w swoim zyciu,oraz wlasnych zachowan.
Pozdrawiam serdecznie :-)

_________________
Jeśli chcesz oglądać tęcze,musisz najpierw dzielnie przejść przez deszcz.


Na górę
 Wyświetl profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
 Tytuł:
Post: 2011-08-24, 08:59 
Offline
Użytkownicy

Rejestracja: 2011-08-24, 07:29
Posty: 24
szczerze mówiąc wiem że wiele rzeczy odreagowuje w taki sposób, wiem że z wieloma rzeczami sobie nie radzę, wiem że wiele rzeczy mnie przerasta a i tak stawiam im czoła.
możliwe że to nie jest jeszcze depresja, możliwe że istnieje coś takiego jak depresyjność natury.
pomagając innym pomagam też sobie, już przestałam pomagać każdemu napotkanemu człowiekowi, wiem że chociaż w pewnym stopniu pomagało mi to to też w pewnym stopniu było to męczące.
mam dużą samoświadomość, mam swój system na radzenie sobie ze swoją psychiką i podświadomością, to prosta zabawa.
tworzę w swojej wyobraźni JA idealne, umieszczam w historiach z filmów opowieści albo tworzę inny świat ze zlepków wszystkiego. moja postać przeżywa tam różne przygody.
jeżeli podświadomie skazuję ją na przegraną to już wiem że coś się ze mną dzieje nie tak.
takie tworzenie w wyobraźni od najmłodszych lat pomagało mi radzić sobie z otaczającym mnie światem.
moja depresyjność nie trwa od roku, ale trwa od przynjmniej 6 lat, jestem na tym etapie na którym jestem tylko dlatego że świadomie nie dopuszczałam do siebie tej świadomości.
bywałam w różych stanach psychicznych, czy to nagłe ataki lęku czy 3 miesięczy brak radości do tego stopnia że radość wydawała mi się czymś zupełnie obcym odległym i nie realnym. nie zależnie od zdarzeń przeżyć i względnego spokoju potrafię nagle zamknąć się w sobie na kilka dni 'bo tak' czasem zupełnie bez powodu popadam w nagły głęboki smutek który nie potrafię niczym pokonać. od bardzo dawna mam duże problemy ze zmęczeniem jeszcze. z tarczycą mam problemy od roku, ze swoją psychiką dużo dłużej.

chwilowo najpierw wymęczę się z tarczycą, później może spróbuję ze swoją psychiką.

[ Dodano: 2011-08-24, 10:01 ]
szczerze mówiąc teraz mam ochotę o tym mówić bo to z dużą siłą wróciło, 3 dni zniknęły szkoda mi ich ale z drugiej strony czuję jakby to było wiecej niż trzy dni...
wpadłam w czarną dziurę na 3 dni i 3 noce.
od tak po prostu bez konsekwencji.
ludzie pisali pisali pisali a ja jakoś znikłam i nie pamiętam z tego praktycznie nic, nie wiem co było dniem co snem co jawą co który dzień czy raczej noc przyniosła... nie wiem.


Na górę
 Wyświetl profil Wyślij prywatną wiadomość  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 3 ] 

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  


sklep medyczny



Technologię dostarcza phpBB3® Forum Software © phpBB Group